W ATTK można przejrzeć kolejne wersje scenariuszy Dekalogu (1988), które napisali wspólnie Krzysztof Kieślowski z Krzysztofem Piesiewiczem, i prześledzić, jak zamysł nakręcenia cyklu telewizyjnych filmów inspirowanych Dziesięcioma Przykazaniami ewoluował. Na jednej z przechowywanych tam kartek maszynopisu autorzy zapisali:
“Chcieliśmy więc zaczynać każdy film w ten sposób, żeby bohater został wybrany przez kamerę w jakimś sensie przypadkowo, jako jeden z wielu. Był więc pomysł ogromnego stadionu, na którym spośród stu tysięcy twarzy zbliżalibyśmy się do jednej. Był i taki, żeby kamera zatrzymywała się na kimś w tłumie przechodniów, wyławiała go i prowadziła potem przez cały film. W końcu zdecydowaliśmy się umieścić akcję Dekalogu na dużym osiedlu mieszkaniowym z tysiącami podobnych okien widocznych w kadrze. Za każdym z tych okien – powiedzieliśmy sobie – żyje ktoś, komu warto zajrzeć do głowy, serca czy jeszcze lepiej brzucha”.
Kiedy scenariusz cyklu był gotowy, reżyser zaczął zastanawiać się nad obsadą. Na pewnej z kartek Kieślowski zapisał po jednej stronie nazwiska aktorów do “obsady idealnej”, a po drugiej do “obsady realnej”. W ramach pierwszej znalazły się gwiazdy światowego kina, umieszczone tam zapewne dla lepszego oddania typu i osobowości postaci ze scenariusza. I tak, w “obsadzie idealnej” inicjalnego odcinka Dekalogu odszukać można choćby Roberta Redforda w roli Krzysztofa. W trzecim idealnym taksówkarzem byłby Robert De Niro, a w dziesiątym najlepiej do roli brata postaci granej przez Jerzego Stuhra (jego nazwisko figuruje na obu listach) pasowałby Paul McCartney. Jak wiadomo, Artura zagrał Zbigniew Zamachowski, choć Kieślowski zapisał po stronie możliwych odtwórców tej roli Piotra Siwkiewicza i Janusza Józefowicza.
Zupełnym unikatem w sokołowskich zbiorach są stykówki z fotografiami młodych aktorów ze szkół teatralnych w Łodzi, Krakowie i Wrocławiu. To ślad poszukiwań odtwórcy postaci młodego zabójcy z Krótkiego filmu o zabijaniu. Kilka twarzy zakreślono flamastrem. Można tu rozpoznać Adama Kamienia, Andrzeja Mastalerza i Mirosława Bakę, który został wybrany do roli Jacka Łazara.
Na końcu cytowanego powyżej tekstu czytamy: “Pisaliśmy scenariusze ponad rok, jeden po drugim, po kolei. Siedzieliśmy wieczorami w kuchni Piesiewicza lub moim małym, zadymionym pokoju. Potem przez rok i dwa miesiące robiłem zdjęcia. Teraz wszystko to jest już daleko za nami. Zostały filmy, które sprzedały się lepiej niż mogliśmy przypuszczać, właściwie nie bardzo wiadomo, dlaczego”.
